image00

Czytelnik zamawia czy rezerwuje? Dylematy językowe…

22 stycznia 2014

Zastanawialiście się kiedyś nad znaczeniem słów “zamawiać” i “rezerwować”? Oba terminy są często używane w bibliotekach. Czy da się znaleźć odpowiedź na nurtujące niektórych bibliotekarzy pytanie: “Zamawiam czy rezerwuję”?

Mamy wrażenie, że takie pytanie pojawia się nierzadko, a kiedy zaczęłyśmy się zastanawiać, jak to właściwie z tymi zamówieniami i rezerwacjami jest, a jak być powinno, to problem okazał się bardziej złożony. Frapujące jest to, że różne biblioteki stosują oba terminy w różnym celu.

W naszym systemie bibliotecznym od zawsze zamówienia dotyczą książek, które są dostępne, a rezerwacje tych, które są wypożyczone. Czytelnicy nie zawsze widzą i rozumieją różnicę, ale tak sobie utrwaliłyśmy już to nazewnictwo, że bardzo łatwo przychodziło nam tłumaczenie, logicznej na pierwszy rzut oka, różnicy. Zamawiam to, co jest, a rezerwuję to, czego nie mogę zamówić…

Czy na pewno?

Szukamy wyjaśnienia pojęć w internetowym “Słowniku Języka Polskiego PWN”.

Rezerwować to:
1. «dokonywać rezerwacji czegoś»
2. «zastrzegać sobie lub komuś prawo do czegoś albo możność korzystania z czegoś»
3. «przeznaczać coś dla kogoś lub na jakiś cel»

Rezerwacja to:
«wcześniejsze zamówienie miejsca w samolocie, hotelu itp.»

Zamawiać to:
1. «polecić komuś wykonanie lub dostarczenie czegoś»
2. «zapewnić sobie możliwość skorzystania z jakiejś usługi»

Zamówienie to:
1. «polecenie dostarczenia lub wykonania czegoś»
2. «to, co zostało zamówione»
3. «blankiet z wyszczególnieniem zamówionych towarów lub usług»

Wydawałoby się zatem, że, biorąc pod uwagę sytuacje biblioteczne, oba słowa powinny mieć dokładnie to samo znaczenie. Potwierdza to również prof. Marian Bugajski, którego opinię zdobyłyśmy za pośrednictwem Poradni Językowej UZ:

“Cały kłopot polega na tym, że rezerwacja i zamówienie, to wyrazy bliskoznaczne, czyli takie, których zakresy znaczeniowe częściowo się pokrywają. Powoduje to, że precyzyjnie nie da się ich odróżnić.”

Tymczasem rozróżnienie znaczeniowe istnieje i w różnych bibliotekach czytelnicy książki wypożyczone raz rezerwują, a raz zamawiają.  Powoduje to wiele sytuacji, w których czytelnik może się czuć zakłopotany. Załóżmy, że nauczył się u nas zamawiać książki dostępne. Kiedy pójdzie 200 metrów dalej, do znajdującej się po sąsiedzku Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej (a to bardzo częsta sytuacja, mamy podobny profil zbiorów), to książki dostępne będzie jednak rezerwował, a zamawiał te niedostępne. I jak tu się nie pogubić? Dodatkowo w obu bibliotekach, w sytuacji odbioru książek, będzie ciągle poprawiany przez bibliotekarzy:

– Przyszedłem po zamówioną książkę
– Nie zamówioną, a zarezerwowaną.

Co z taką sytuacją zrobić? Jak wybrnąć z tej językowej zagadki? Nie ma niestety recepty w postaci jednej konkretnej odpowiedzi. Śledząc dyskusję, która miała miejsce już jakiś czas temu na facebooku, można zauważyć, że biblioteki podchodzą do tematu bardzo różnie. Każdy kolejny głos to dowód na to, że nie ma tu miejsca na konkretnie wytyczoną, jedną prawidłową ścieżkę postępowania.

Wydaje się także, że sposób stosowania przez bibliotekarzy słów “zamawiam” i “rezerwuję” jest w dużej mierze zdeterminowany tym, jak dana czynność jest nazwana w systemie bibliotecznym. Jeżeli biblioteka pracuje np. w Sowie, to wypożyczone książki się zamawia, a jeżeli np. w Patronie, to się je rezerwuje. A zatem z tymi samymi zwrotami, użytymi w różnym znaczeniu, spotka się również czytelnik korzystający z katalogów internetowych.

Słuszne wydają się postulaty, by ułatwić życie czytelnikom i w ramach danej instytucji używać tylko jednego, dowolnie wybranego spośród tych dwóch terminu na określenie każdej sytuacji związanej z obiegiem książki. A już na pewno jest istotne, aby czytelników wciąż i wciąż nie poprawiać, tylko po prostu realizować ich potrzebę, niezależnie od użytego przez nich wyrażenia. Wymienne stosowanie “zamówień” i “rezerwacji” w różnych znaczeniach rzeczywiście może być mylące z punktu widzenia użytkownika.   Prof. Bugajski zauważa:

“Ja nie widzę potrzeby formalizowania swobodnych wypowiedzi. Przecież czytelnicy i tak dość dowolnie się posługują takimi zwrotami, jak: złożyłem zamówienie, zamówiłem, zarezerwowałem”.

Zwraca także uwagę na to, by po prostu uszanować zwyczaje, które panują w obrębie danej instytucji.

Podsumowując, wydaje się, że byłoby dobrym pomysłem, by temat przemyśleć i zdecydować, czy warto wprowadzić jakieś zmiany w swojej bibliotece. Na pytanie, czy problem jest uciążliwy, trudno jednoznacznie odpowiedzieć – może zapytacie swoich czytelników? Faktem jest natomiast, że słowniki sobie, a praktyka biblioteczna sobie.


fot. Paulina Milewska/bibliosfera.net (lic. CC-BY)

  • Aleksandra Marciniak

    Ehh, jakiż ten nasz (jeszcze nasz…) zespół elokwentny i przyjazny czytelnikowi! „A już na pewno jest istotne, aby czytelników wciąż i wciąż nie poprawiać, tylko po prostu realizować ich potrzebę…” Podziwiłam, skomentowałam, pochwalę osobiście;)